Krótka i bolesna przygoda z Freespire 2.0
wrzesień 3, 2007W poprzednim moim wpisie zachwycałem się pomysłem połączenia doświadczenia biznesowego firmy Linspire oraz dojrzałej technologii Ubuntu. Czyli teoretycznie powinniśmy otrzymać dystrybucję bardzo przyjazną, stabilną i z szeroką gamą dostępnego oprogramowania, w tym komercyjnego. Do tego dystrybucji opartej o Ubuntu, moją ulubioną dystrybucję.
A jak to wygląda rzeczywiście? Nie najlepiej - powiem tylko, że jak szybko ją zainstalowałem, tak szybko powróciłem do czystego Ubuntu. Ale po kolei.
Instalacja z LiveCD
Na wirtualnej maszynie zainstalowałem system bezproblemowo wykorzystując opcję instalacji z liveCD. Rozochocony dobrym początkiem zrobiłem backup dysku, nagrałem płytkę i spróbowałem tego samego na prawdziwym systemie. Co można zauważyć:
- Pomimo wyboru polskiej wersji językowej instalacji cały proces uruchamiania i ustawienia językowe KDE były angielskie.
- Freespire nie wykryło poprawnie karty dźwiękowej w laptopie, pomimo że Ubuntu rozpoznaje ją prawidłowo.
- Kreator uruchamiający się bezpośrednio po starcie systemu, w teorii mający w prosty sposób poprowadzić użytkownika “za rączkę” przez instalację nie poradził sobie z ustawieniem dźwięku - zaproponował tylko opcję regulacji głośności, brak nawet możliwości konfiguracji ustawień karty. Reszta ustawień to standardowe ustawienia czasu, definiowanie użytkowników i ustawienia sieciowe - wszystko przy pomocy standardowych modułów KDE.
- Subskrypcja CNR polega na odesłaniu do strony internetowej z procesem rejestracji, działającej sprawnie i szybko.
- Może to subiektywne, ale nie podobał mi się sposób działania kreatora - uruchamiał się w pełnym ekranie, odcinając nas od reszty systemu.
- Próba instalacji zakończyła się na etapie wyboru dysku do instalacji - z niewiadomego powodu instalator nie widział wolnej przestrzeni na dysku i nie potrafił sobie utworzyć partycji.
Czyli klapa na całego, system z LiveCD chodzi koszmarnie wolno, wg mnie nie da się pracować.
Instalacja klasyczna
Odbywa się za pomocą analogicznego jak w LiveCD instalatora.
- Tym razem pomny doświadczeń z partycjami przygotowałem dwie - jedna na system, druga na /home. Niestety, instalator nie ma możliwości zdefiniowania przeznaczenia partycji - można tylko zmienić używany system plików.
- Po około 10 minutowym procesie instalacji z pokazem slajdów reklamujących Freespire dostajemy w końcu zainstalowany system.
- Niestety, instalator nie dodaje do menu gruba innych niż Freespire systemów obecnych na dyskach, także w pierwszej chwili zostałem bez możliwości uruchomienia Windows.
- Oczywiście całość instalacji i cały system po zakończeniu procesu jest po angielsku. Należy ręcznie dodać polski układ klawiatury i inne ustawienia systemowe.
- Dźwięku nadal nie ma
- Instalator ustawił tragiczną rozdzielczość karty graficznej (1024 x 76
- i najgorsze, że nie ma możliwości zmieny trybów - dostępne są tylko niższe. - Można zainstalować pakiety deb dla Ubuntu, chociaż nie jest to tak intuicyjne jak w Ubuntu. po kliknięciu na pakiet nie uruchamia się instalator, a program kompresujący, który próbuje nam rozpakować pakiet deb.
- System prawidłowo skonfigurował połączenie sieciowe, chociaż nie ściągnął informacji o aktualizacjach.
- CNR - wielkie rozczarowanie. W skrócie - spis programów o interfejsie o niebo uboższym od Synaptica, różniący się na plus tylko obecnością płatnych pakietów.
Wspomnienia po bardzo krótkim używaniu Freespire raczej niemiłe - nie wiem jak działa Linspire, ale Freespire jest ewidentnie niedopracowane i raczej w niewielkim stopniu korzysta z osiągnięć Ubuntu. Freespire miało być łatwe do instalacji i gotowe do użycia “out-of-the-box”, a tym czasem dostajemy produkt potrafiący zniechęcić do bliższego poznania Linuxa, na pewno trudniejszy w instalacji i konfiguracji niż Ubuntu czy też SuSE.
Dlatego piszę ten tekst z pośpiesznie zainstalowanego z powrotem Ubuntu i chyba wyleczyłem się z eksperymentów na conajmniej pół roku
Powered by ScribeFire.
Opublikował/a bazyl



